niedziela, 24 kwietnia 2016

Trzydzieści siedem

Ten rozdział dedykuję każdemu z was!
    Obudziłam się z uczuciem bólu brzucha. Nic, co jadłam wczoraj mi nie zaszkodziło by najmniej, więc zostaje jedna opcja, którą potwierdziłam chwilę potem w łazience.
- Hej kocie - usłyszałam chrypkę Harry' ego przy swoim uchu, gdy jak co dzień witał mnie rano w kuchni.
- Hej - odpowiedziałam cicho, wydostając się z jego ramion i sięgając po chleb kupiony wczoraj.
    Położyłam na stolę chleb i dużą patelnię z jajecznicą z kabanosami, którą lubi Harry, po czym sama usiadłam przy stole nakładając sobie trochę na mały talerzyk.
- Ciche dni czy okres? - zapytał, robiąc to samo po chwili. Spojrzałam na niego spod rzęs, nie odpowiadając od razu.
- Jedno i drugie.
- Kurwa, czyli muszę się szybko ulotnić - parsknął śmiechem.
- Zabawne.
- Kotku, no nie złość się.
    Wstał i podszedł do mnie, obejmując moją szyję. Westchnęłam tylko, ale wtuliłam się w jego ręce. Lubię w nim to, że jest spokojny i nie próbuje mnie pocieszać bezsensownie.
- Przepraszam.
- Nie masz za co, rozumiem.
    Cmoknął mnie jeszcze przelotnie w usta i wrócił na swoje miejsce na przeciw mnie. Zabrał swój talerzyk i nałożył na niego trochę ciepłej jajecznicy, stawiając go zaraz przed sobą.
- Dziękuję.
    W podziękowaniu uśmiechnęłam się do niego słabo, co oddał dwa razy mocniej. Faceci mają dobrze - nie muszą znosić tego bólu i nie przejmują się zbytnio światem dookoła, jeśli zajmują się czymś innym.
- Wiesz, miałem plany na dzisiejszy dzień, ale jeśli czujesz się tak bardzo rozbita, to może jednak odłożę to na inny dzień - mruknął pod nosem, ledwo go zrozumiałam, dlatego zapytałam, chcąc wiedzieć, o co chodzi.
- Jakie plany?
- A takie tam. Nie ważne. - Wstał i zaniósł brudny talerzyk do zmywarki.
- Harry, powiedz mi - poprosiłam, patrząc na niego błagalnie, jak tylko ponownie zajął miejsce przede mną.
- Eh, chciałem zabrać cię wieczorem na koncert, a wcześniej, do mamy na obiad - powiedział w końcu.
- Na koncert? Czyj? - Ożywiłam się.
- Nie powiem ci, ale wcześniej zabrałbym cię do mamy.
- No to jedziemy! Chętnie znów zobaczę twoją mamę.
- Ale... Przed chwilą jeszcze źle się czułaś... - zaczął zdezorientowany.
- Ale to nie zmienia faktu, że chcę jechać do twojej mamy - odpowiedziałam stanowczo. Sama wstałam i z pustym brudnym naczyniem udałam się do zmywarki, w której znalazł się i mój kubek po herbacie.
- Skoro tak stawiasz sprawę, to muszę zadzwonić do mamy i powiedzieć, że jednak przyjedziemy.
    Wychodząc z kuchni, przelotnie jeszcze cmoknął mnie w policzek, przez co znalazłam się na wyższym poziomie dobrego samopoczucia. Nie wiem, jak on to robi, ale byle gestem sprawia, że z każdym jego dotykiem czuję się lepiej.

     Jakiś czas potem jechaliśmy do mamy Harry' ego. Nagle przypomniało mi się coś, na co nie dostałam odpowiedzi kiedyś.
- Hazz, mogę o coś zapytać? - Spojrzałam na niego. Skupiony patrzył na drogę.
- Jasne. - Spojrzał na mnie przelotnie i wrócił do kontrolowania jazdy.
- Bo... Nurtuje mnie jedna rzecz...
- Jaka kochanie?
- Od kiedy wiesz, że nie jesteś synem Annie? - wydusiłam, bojąc się jego reakcji. No bo nie wiedziałam, czy zareaguje krzykiem, czy czymkolwiek innym.
- Sam nie wiem. Raz siedzieliśmy w kuchni, rozmawiając o czymś i to tak nagle na mnie spadło. Po prostu. Połączyłem pewne fakty i dotarło do mnie to, co ukrywała przede mną tyle lat. Wiem może z rok albo półtora. - Wzruszył ramionami.
- Czemu więc jej tego nie powiedziałeś? Czemu nie przyznałeś się, że wiesz?
- Nie chcę robić jej przykrości. Od razu pewnie dociekałbym, kim jest moja biologiczna matka, tym samym raniąc Annie. Nie chcę tego. Uważam Annie za moją matkę i tak ma zostać, chyba, że sama będzie chciała mi o tym powiedzieć.
- Myślę, że to dobre rozwiązanie. - Przytaknęłam.
- Najlepsze kocie. - Jego dłoń znalazła się na moim udzie, lekko go pocierając. - Zaraz będziemy na miejscu.
    Przytaknęłam i oparłam głowę o wezgłówek fotela, zamykając oczy. Nie wiem kiedy zasnęłam.
- Anabell, pobudka.
    Skądś dochodził do mnie głos Harry' ego. Otworzyłam powoli oczy i mój wzrok zatrzymał się na twarzy bruneta, który wpatrywał się we mnie ze skupieniem. Jak tylko zobaczył, że się obudziłam, uśmiechnął się szeroko. Podniosłam się do siadu, gdyż fotel, na którym wcześniej siedziałam, w tej chwili tył maksymalnie opuszczony do tyłu, przez co mogłam spokojnie się zdrzemnąć.
- Dzięki - powiedziałam.
    Od razu wysiadłam z auta, ponieważ zobaczyłam za plecami Harry' ego mały skromny domek jednorodzinny. Czyli to tutaj wychowywał się Hazz. Chłopak od razu chwycił moją dłoń w swoją i powolnymi krokami udaliśmy się do drzwi frontowych domu. Brunet użył dzwonka, który wydał charakterystyczne powiadomieni i pozostało nam czekać.
- Dzieci! - Doszedł do mnie uradowany głos Annie, zaraz po otworzeniu nam drzwi.
- Cześć mamo. - Harry przywitał się z kobietą, gdy ta przyciągnęła go do siebie w uścisku.
- No witaj syneczku - powiedziała, odsuwając się od niego na kilka centymetrów, by zaraz, bez żadnego ostrzeżenia, zrobić to samo ze mną. - Cześć Anabell. Wchodźcie, wchodźcie.
    Znaleźliśmy się w wąskim, ale ładnie urządzonym korytarzu. Ściany miały kolor beżowy, na jednej z nich, po mojej prawej stronie zauważyłam jedno wiszące zdjęcie, ale nie przyjrzałam się mu, gdyż Harry odebrał ode mnie płaszcz i poprowadził do innego pomieszczenia, jakim okazała się kuchnia. Była dosyć duża i przestrzenna. Przy oknie stał prostokątny brązowy stół, okryty białym bieżnikiem. Harry pociągnął mnie do niego, odsuwając jedno z trzech brązowych krzesełek.
- Napijecie się może herbaty?Harry, ty chcesz kawę? - Mama mężczyzny od razu zadała pytanie, nastawiając wodę w czajniku.
- Ja poproszę herbatę - odpowiedziałam.
Kobieta uśmiechnęła się promiennie na moje słowa i wyciągnęła puszkę z różnymi napisami, w tym coffee, tea, wyjmując z niej jedną saszetkę.
- Tak mamuś, poproszę kawusię. - Hazz wyszczerzył się do kobiety, na co zareagowała głośnym śmiechem i pokiwaniem głową z politowaniem.
- Oczywiście.
     Kilka minut potem usiadła z nami przy stole, podając obiad i pytając od razu o wszystko jak leci.
- Tak mamo, rozglądam się za pracą, przecież wiesz - westchnął chłopak, gdy usłyszał to samo pytanie trzeci raz.
- Harry, dziecko, ty mi to mówisz kolejny raz przy naszym kolejnym spotkaniu.
    Jego mama również westchnęła. Jeżeli oni zaraz się nie pokłócą, to będzie cud. Ja siedzę i spokojnie się im przysłuchuję, powoli popijając herbatkę po pysznym obiedzie.
- Anabell, powiedz mi, Harry już ci się oświadczył? - To pytanie skierowała do mnie. Zakrztusiłam się napojem, który właśnie miałam
przełknąć.
- C... Co?
- No tak. Myślałam, że w końcu się zdecydował. Nadszedł w końcu na to czas. Ile będziesz jeszcze czekał Harry?
    Ponownie jej wzrok utkwił w brunecie, który nie wiedział, gdzie spojrzeć. Współczułam mu, być pod odstrzałem matki... W ogóle, on miał mi się oświadczyć?! Czemu ja o niczym nie wiem? Czemu ja nic nie wiem?
- Daj spokój mamo... To miała być tajemnica. - Pokręcił tylko głową i wstał. - Może będzie lepiej, jak już wrócimy do domu. Anabell, chodź.
Wstałam za nim i skierowaliśmy się w stronę korytarza. Usłyszałam, jak kobieta ruszyła za nami.
- Harry, no nie gniewaj się. Nie wiedziałam z resztą, że ma nie wiedzieć - wytłumaczyła się, patrząc, jak się ubieramy.
- Dobrze, niech ci będzie, ale i tak musimy wracać...
- Harry, zostańcie jeszcze - poprosiła, ale chłopak tylko podszedł do niej, złożył na jej czole całusa i wyszedł z domu bez słowa. Ja tylko przytuliłam ją na pożegnanie i powiedziałam tylko:
- On już nie jest na ciebie zły.
    Harry całą drogę nie odezwał się do mnie nawet słowem, co tylko mnie zdołowało, ale wiem, że on w ten sposób próbował się uspokoić i zebrać myśli. Sama byłam zdziwiona tym, co usłyszałam, ale postanowiłam nie dociekać, no chociaż do momentu, kiedy on sam nie będzie chciał mi cokolwiek powiedzieć. Samochód zatrzymał się dopiero pod naszym domem. Wysiadł i otworzył mi drzwi. Po dostaniu się do domu, Harry zdjął kurtkę, zrzucił buty i poszedł od razu do salonu. Po zrobieniu tego samego, poszłam za nim, chcąc dowiedzieć się, czemu mnie olewa. Już mniejsza o to, że miał mnie zabrać na ten koncert...
- Harry, co się stało?
- Nic. - Usiadłam obok niego, przypatrując się jego osobie uważnie.
- Jak to nic, skoro nie odzywasz się od dwóch godzin!
- To nie tak...
- Więc jak?
- Po prostu... Boję się, że jeśli poproszę cię o rękę, ty mi najzwyczajniej w świecie odmówisz.



wtorek, 5 kwietnia 2016

Trzydzieści sześć


    Minął tydzień od tamtych wydarzeń. Jestem już całkowicie zdrowa, nic mi nie dokucza, ani nie boli, więc nie mam na co narzekać. Harry przez te kilka dni stał się dla mnie tak bardzo opiekuńczy, że to aż na dłuższą metę uciążliwe... Ale i tak to w nim uwielbiam. Potrafi wstać wcześnie rano, iść do sklepu po pieczywo, zrobić pyszne śniadanie i jeszcze przynieść mi je do łóżka. Tak jest od dnia, w którym wróciłam do domu. Kazał mi wtedy iść do naszego pokoju i się położyć, a on miał się wszystkim zająć. Zaczynam się powoli do tego przyzwyczajać, a to nie dobrze, bo zrobię się leniwa.
- Harry, daj spokój, nie idź nigdzie, poleż ze mną. - Postanowiłam go dziś zatrzymać przy sobie. Znowu chciał iść zrobić śniadanie, a ja już nie chciałam, by mnie zostawiał samą kolejny ranek.
- Anabell, kochanie, chcę iść zrobić dla ciebie śniadanie - wymruczał, przytulony do mojego brzucha.
- Nie chcę w takim razie tego śniadania. Potem zejdziemy na dół i razem je przygotujemy, a teraz pośpij trochę. - Powiedziałam, głaszcząc jego bujną czuprynę, którą ostatnio skrócił niewiele. Nadal wyglądał w niej zabójczo przystojnie.
- No dobrze, niech ci będzie.  
    Przekręciłam się, chcąc położyć się na boku i tym samym zwalić z siebie głowę Harry' ego, ale on to wykorzystał i pociągnął mnie na siebie  tak, że leżałam na jego brzuchu. Uśmiechnęłam się tylko, cicho wzdychając. Położyłam głowę na jego klace piersiowej, obejmując go w pasie, wsłuchując się w rytmiczne bicie jego serca.
- Bije tylko dla ciebie - usłyszałam zaraz, gdy tylko to zrobiłam.
- A moje dla ciebie.
- Te słowa dużo dla mnie znaczą, wiesz? Bardzo dużo - szepnął, całując mnie we włosy.


- Pójdziesz dziś ze mną na imprezę do Louisa? - zapytał mnie przy konsumowaniu śniadania Harry. W łóżku spędziliśmy jeszcze jakieś pół godziny, a potem poszliśmy zrobić śniadanie. Po tym pytaniu spojrzałam na niego dłużej przez chwilę, analizując jego słowa.
- Impreza?
- Tak. Można powiedzieć, że jego pierwszy wieczór kawalerski - parsknął śmiechem, tym samym wgryzając się w kolejną kanapkę z serem i szynką.
- Jak to wieczór kawalerski? Louis się żeni? - zapytałam zdziwiona tymi słowami.
- Nie tak do końca. Pamiętasz, jak mówiłem ci o tej Danielle?
    Faktycznie, przypomniał mi się dzień, w którym Harry opowiedział mi o Louisie. Jakoś zeszło na jego temat, gdyż chłopak często wymigiwał się od spotkania z resztą kumpli. Harry, jak to Harry powęszył trochę i dowiedział się, ze chłopak ma dziewczynę i bardzo dobrze to przed wszystkimi ukrywał. Zaprosił go potem siłą do nas do domu i wyciągnął od niego potwierdzenie. Chłopak wytłumaczył się, że chciał kiedyś ją nam przedstawić, ale czekał na odpowiedni moment. Nie widziałam wybranki bruneta jeszcze, ale mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi.
- Pamiętam, co z nią?
- No właśnie Louis dla niej robi tą imprezę, przy okazji ją poznasz - wytłumaczył, wstając od stołu i zabierając z niego nasze puste kubki po herbacie i talerzyk po kanapkach.
- Skoro tak, to mogę się zgodzić. O ile ponownie się nie upijesz, jak ostatnio - odpowiedziałam. Wiem, że nie powinnam tego mówić, ale nie mogłam nadal wymazać tego z głowy. I długo mi się to jeszcze nie uda.
- Nie. Nie musisz się martwić. Nie będę pić, bo musimy jeszcze wrócić potem do domu - odpowiedział i włączył zmywarkę, by wykonała swoją pracę.
- Okej.
    Przypomniało mi się o praniu, jak tylko spojrzałam na uruchamiające się urządzenie, które powinnam zrobić już wczoraj, ale Harry wyciągnął mnie na spacer i całkiem o nim zapomniałam, a dochodzi już południe. No i zrobię jakiś szybki obiadek.
- Co zjadłbyś na obiad, Harry? - zapytałam, wstając od stołu i podchodząc do jeden z szafek.
- Ciebie -odpowiedział, tym samym podchodząc do mnie i obejmując mnie w talii od tyłu.
- Harry, pytam serio - westchnęłam i odwróciłam się do niego przodem, by spojrzeć na jego twarz.
- A ja serio odpowiadam promyczku. - Otarł czubkiem swojego nosa o mój, co spotkało się z moim cichym chichotem.
- Harry, no - jęknęłam, przekładając ręce na jego kark i patrzą w oczy.
- Skoro tak chętnie jęczysz mi w kuchni, to może pojęczysz w sypialni?
- Boże, idźże stąd zboczeńcu! - odepchnęłam go żartobliwie od siebie, na co on tylko się zaśmiał głośno.
- Nie pójdę. - Ponownie się do mnie przykleił, całując w policzek. - A zjem spaghetti, tylko wiesz to, które robisz takie pyszne.
    Poruszył jeszcze znacząco brwiami i wyszedł z kuchni. Westchnęłam z uśmiechem i sięgnęłam do szafki, wyjmując z niej opakowanie makaronu, a z drugiej garnek na wodę.

    Do naszego wyjścia było jeszcze pół godziny. Ja byłam gotowa, czekałam tylko na Harry' ego, który stał nad łóżkiem i zastanawiał się, którą z trzech koszul rozłożonych na nim, założyć.
- Załóż tą białą w czarne pasy. - Wskazałam na koszulę z lewego brzegu.
- Tak właśnie myślałem, dziękuję promyczku.
     Mężczyzna zdjął koszulkę od dresu i nałożył wspomnianą koszulę. Podszedł do lustra wbudowanego w drzwi szafy i przeczesał ruchem ręki swoje włosy, które zaraz idealnie się ułożyły.
- Gotowa? - Spojrzał na mnie z góry na dół.
- Tak, czekam tylko na ciebie.
    Wyszliśmy z pokoju, pogasiliśmy światła w całym domu i zamknęliśmy go od zewnątrz, po czym wsiedliśmy do samochodu loczka. Dziesięć minut potem Harry zatrzymał się na posesji Louisa. Przed jego domem stało już kilka aut i słychać było muzykę wydobywającą się z wewnątrz. Weszliśmy do środka przez otwarte drzwi, rozglądając się za gospodarzem tego wydarzenia.
- Hazz, Anabell, świetnie was widzieć.
    Brunet sam nas znalazł, bo pojawił się chwilę potem przed nami, przy boku prowadząc niższą o pół głowy brunetkę. Była ubrana w czarną, błyszczącą sukienkę na ramiączkach i czarne wysokie szpilki. Louis miał na sobie czarne spodnie i białą koszulkę, a na niej czarną, dobrze skrojoną marynarkę. Pasowali do siebie, widać, że łączy ich jakieś uczucie.
- Danielle, poznaj Harry' ego  i Anabell - Louis zapoznał nas ze sobą, by zaraz dodać: - Dobrze, poradzicie sobie jakoś dziewczynki? Zabieram na moment Hazzę.  
- Długo się znacie z Louisem?

    Chłopcy zniknęli dobre pół godziny temu, a ja zdążyłam trochę poznać wybrankę Louisa. Dowiedziałam się, że poznali się dwa lata temu na jakiejś dyskotece, a chodzą ze sobą pół roku. Mimo jej wyniosłego tonu byłą całkiem miła. Tłumaczyłam to sobie tak, że ona już tak ma.
- Tęskniłaś za mną mój promyczku? - usłyszałam nagle za sobą głos Harry' ego, a na talii i poczułam jego ręce.
- Bardzo.
- Jesteście cholernie uroczy! - usłyszeliśmy głos Dan, na co uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Proszę wszystkich o uwagę! - Usłyszeliśmy głos Louisa. Muzyka ucichła. Stał on na jednym ze stołów zapełnionych jedzeniem. Danielle podeszła bliżej niego, stając metr od blatu. - Danielle, to przede wszystkim dla ciebie. - Spojrzał na nią, by potem zeskoczyć ze stołu i podejść do niej bliżej, a potem klęknąć na prawe kolano. - Zamierzałem wygłosić długa przemowę, ale i tak jej nie spamiętałem... Danielle, wyjdziesz za mnie?
   Chłopak wyciągnął z kieszeni małe, czerwone pudełeczko i otworzył je. Był tam pierścionek zaręczynowy! Dziewczyna przyłożyła dłoń do ust i nic nie powiedziała. Nie spodziewała się tego.
- Danielle?
 -Tak idioto!
    Gdy chłopak wstał, od razu rzuciła mu się na szyję i mocno przytuliła. Wszyscy zgromadzeni zaczęli bić brawo gwizdać i krzyczeć, żeby się pocałowali.
- Szkoda, że nie powiedział formułki. Była świetna - usłyszałam Harry' ego za sobą. Spojrzałam na niego kątem oka, czekając, aż coś doda. - No co, pomagałem mu!
- Okej, przecież nic nie mówię.
    Posiedzieliśmy jeszcze potem kilka godzin z narzeczonymi i kumplami Harry' ego i koło pierwszej w nocy wróciliśmy do domu. Padnięci poszliśmy spać.


środa, 30 marca 2016

Trzydzieści pięć

    Poszukiwania Liama przyniosły zamierzony skutek i Harry następnego dnia rano dostał od niego telefon z informacją, gdzie przebywa kobieta. Liam i reszta kumpli  chcieli jechać z nim, ale on odmówił, twierdząc, ze to jego sprawa i nie chce ich w to mieszać bardziej, niż sytuacja wymaga. Mężczyzna nie czekał na nic, zabrał broń, na wszelki wypadek. Zawiadomił policję i mimo tego, że funkcjonariusz zabronił mu, wsiadł w samochód i jak najszybciej ruszył w tamtym kierunku. Znał to miejsce. To  tu przychodziło mu kontaktować się ze swoimi klientami kilkanaście lat temu, więc teren znał, jak własną kieszeń. Auto zostawił w bezpiecznym miejscu poza linią widoczności przez kogokolwiek. Wiedział, którędy przyjechać, by nikt go nie usłyszał i nie zobaczył. Przeszedł kawałek i stał już przy wejściu do obskurnej z zewnątrz kamienicy. Gdzie wzrokiem sięgnąć, wszędzie przerośnięta trawa, sięgająca prawie do pasa, gołe krzewy i drzewa. Była tylko mała wąska dróżka, prowadząca do budynku. Harry wszedł do środka, zastanawiając się, gdzie ta szalona kobieta może przetrzymywać jego cały świat. Gdzieś w oddali usłyszał dźwięki syren policyjnych, więc musiał się pospieszyć. Cicho zaglądał w każde pomieszczenie, nie musiał się za bardzo starać, bo w żadnym nie było drzwi. Gdy był w ostatniej wnęce, oparł się o ścianę i westchnął, chcąc unormować oddech. Przez chwilę zastanawiał się, gdzie one mogą  być.
    Szybko pobiegł z powrotem do wyjścia. Policja jeszcze nie dotarła, więc mógł bezpiecznie wyjść. Obszedł budynek dookoła i znalazł drugie wejście do kamienicy. Szarpnął za klamkę i zbiegł schodami w dół. Wiedział, że musiał być ostrożny, ale emocje i nerwy powoli brały górę. Dotarł do jednych jedynych drzwi, mieszczących się w tym wąskim korytarzyku. Była na nich powieszona tabliczka ' BIURO '. Nie słyszał żadnych krzyków, ani rozmów, to było podejrzane, ale nie mógł teraz się wycofać. Nacisnął klamkę i popchnął drzwi. Zapalił światło znajdującym się zaraz przy framudze włącznikiem. Rozejrzał się po małym pomieszczeniu. Znalazł obiekt swoich poszukiwań. Dziewczyna leżała skulona w lewym rogu. Jej ubranie było poszarpane, a brunet sądził, że ta suka nie wyrządziła jej zbyt dużej krzywdy. Podbiegł do niej i wziął w swoje ramiona, nie mogąc powstrzymać się od pocałowania jej w czoło.
- Anabell, kochanie. Obudź się, skarbie - szepnął. Chciał coś dodać, ale przeszkodził mu czyjś szyderczy kobiecy śmiech.
- No proszę. Znalazłeś ją.
    Przed nimi wyrosła postać matki dziewczyny. Stała i celowała bronią w głowę Harry' ego. Nie obchodziło go to. Mogła go zabić, byleby dała spokój Anabell.
- Myślałaś, że zostawię ją na twojej łasce? Ona zawsze była moja. Od momentu podpisania tej umowy. Nie zrobisz nic, by nas rozdzielić.
- Taki jesteś pewny? Ostatnie życzenie? - Kobieta przyłożyła palec na spust.
- Idź do diabła. - Nacisnęła spust i padł strzał.
    Nie poczuł żadnego bólu, nadal czuł bicie swojego serca, oddychał. Otworzył oczy, które nie wiadomo kiedy zamknął. Spojrzał na miejsce, w którym jeszcze chwilę temu stała Elisabeth. Teraz leżała na plecach z przestrzelonym kolanem i zwijała się z bólu, głośno jęcząc.
- Nic panu nie jest? - Jakiś mężczyzna zadał pytanie, klękając przed nimi. Policjant.
- Nie - odpowiedział i wstał z betonu, wraz ciałem dziewczyny na rękach.
- Karetka już czeka na zewnątrz, niech pan idzie, my się nią zajmiemy.
    Policjant pomógł mu wyjść z pomieszczenia. Mężczyzna pokonał schody i wyszedł na zewnątrz. Faktycznie czekały tam na nich dwie karetki i radiowóz policyjny. Dwóch młodych sanitariuszy bez słowa odebrało od niego ciało nieprzytomnej dziewczyny. Przeszli z nią do karetki i po kilku chwilach odjechali, mówiąc brunetowi do jakiego szpitala ją zabierają. Harry stał jeszcze jakiś czas w tym samym miejscu. Widział, jak dwóch innych sanitariuszy wbiega do kamienicy i po kilku minutach wynoszą na noszach matkę Anabell. Nie mógł na nią patrzeć. Miał do niej wstręt i błagał w myślach, by kobieta dostała jak najwyższą karę, czy o w sądzie, czy gdziekolwiek.
- Prosiłem pana, aby pan się tutaj nie zbliżał. Mogło się coś panu stać. - Do Harry' ego podszedł starszy komisarz. Chłopak westchnął i spojrzał na niego.
- Nie mogłem pozwolić, by była sama, niech mnie pan zrozumie - odpowiedział cicho, wyciągając paczkę papierosów, odpalając jednego i wypuszczając dym z ust.
- Doskonale pana rozumiem. Dobrze, niech pan do niej jedzie.
    Policjant poklepał bruneta po plecach i odszedł. Harry dopalił papierosa i zrobił to samo. Przeszedł pod żółto - czarną taśmą i wrócił do swojego samochodu. Wyjechał z lasu i dotarł do jezdni, włączając się do ruchu.
    Kilka minut potem zaparkował swoje auto przed szpitalem, w którym leży Natty, a teraz także Anabell. Wszedł do środka i podszedł do rejestracji, od razu pytając o Anabell. Starsza kobieta stojąca przed nim udzieliła mu odpowiedzi i chłopak od razu poszedł pod salę, w której leżała dziewczyna. Chciał do niej od razu wejść, ale zatrzymał go lekarz wychodzący z jej sali.
- Co z Anabell? - zapytał od razu. Lekarz westchnął, ale odpowiedział:
- Dziewczyna jest odwodniona i wycieńczona, ale poza tym, nie ma żadnych ciężkich obrażeń. Myślę, że spędzi w szpitalu dzisiejszą noc, a jutro będzie mogła wrócić do domu. Teraz śpi.
 - Dobrze, dziękuję panu.
    Gdy lekarz odszedł do reszty swoich obowiązków, Harry westchnął i oparł się o najbliższą ścianę. Przetarł oczy i postanowił iść do Natty, poinformować ją o tym, że jej przyjaciółka jest cała i zdrowa. Znalazł najbliższą windę i pojechał nią piętro wyżej. Dziewczyna ledwo powstrzymywała się, by nie rzucić chłopakowi na szyję, po usłyszeniu nowiny o odnalezieniu przyjaciółki. Natty cały ten czas odchodziła od zmysłów, co się stało z jej przyjaciółką i kto za tym stoi. Chciała od razu do niej iść, ale po pierwsze Anabell spała, a po drugie Natty nie może jeszcze wychodzić z łóżka. Czuje się już lepiej, ale lekarz nadal jej tego zabrania z racji powikłań, do których może w każdej chwili dojść.
- Harry, dziękuję, że ją znalazłeś. - Natty chwyciła go za rękę w podziękowaniu, bo tylko to mogła teraz zrobić.
- Nie dziękuj mi. To ja powinienem podziękować tobie, bo gdyby nie ty, dalej nie wiedziałbym gdzie jest Anabell - odpowiedział, posyłając dziewczynie szeroki uśmiech, całkiem szczery.
- Obiecuję, że nie powiem na ciebie już złego słowa, a może nawet polubię. Widzę, jak bardzo ci na niej zależy... - westchnęła.
- Co za zaszczyt. Będę musiał się starać być przykładnym chłopakiem - stwierdził, podnosząc się z taboretu, który zajął zaraz wejściu do sali.
- No niestety - przyznała mu rację.
- Dobra, idę do mojej księżniczki, widzimy się potem.
- Cześć. 
    Dziewczyna pożegnała go ze śmiechem. Wyszedł z sali, kolejny raz wzdychając. Idąc korytarzem, zobaczył, jak dwóch sanitariuszy niesie na noszach nieprzytomną matkę Anabell, a za nimi kroczy lekarz dziewczyny.
- Panie doktorze, proszę nie informować tej kobiety o stanie zdrowia Anabell, dobrze?
- Dlaczego miałbym pana posłuchać? - odpowiedział pytaniem.
- Bo o ona sprawiła, że Anabell się tutaj znalazła.
- Dobrze, niech będzie. - Lekarz odszedł, a Harry dotarł do pokoju swojej ukochanej.
- Harry!
    Do jego uszu dotarł głośny krzyk Anabell,przez co chłopak lekko się zląkł, ale nie dał tego po sobie poznać. Podszedł do jej łózka i od razu przygarnął do siebie w ciepłym, tęsknym uścisku. Odetchnął, gdy zdał sobie sprawę, że ona naprawdę tu z nim jest.
- Też tęskniłem. Jak się czuje mój promyczek?
- W tej chwili najlepiej na świecie.


**********

poniedziałek, 21 marca 2016

Trzydzieści cztery

  Siedziałam cicho w kącie, czekając, aż ta osoba wejdzie w końcu i zapali światło. Gdy to nastąpiło, moje zdziwienie było w tamtym momencie większe niż strach. Otóż, przede mną stał nie kto inny, jak moja własna rodzona matka.
- Mama? - zapytałam, nadal będąc w szoku. Nie sądziła, że jej matka byłaby zdolna do czegoś takiego.
- No chyba nie myślałaś, że to ktoś inny, albo... Harry? - odpowiedziała pytaniem, podchodząc bliżej, znajdowała się kilka kroków ode mnie. - Wstawaj!
    Oniemiała, wstałam, jak chciała. Ta podeszła krok bliżej i szarpnęła za mój łokieć, popychając mnie mocno w drugi kąt pokoju. Wylądowałam na ścianie i zsunęłam się po niej, jęcząc cicho z bólu.
- Po co robisz to wszystko? - zapytałam, podnosząc się do siadu. Spojrzałam na nią spod przymrużonych oczu.
- Nie mogę pozwolić, byś była z tym mordercą i degeneratem! Nie wychowałam cię po to, by on cię wziął od tak i nastawił przeciwko mnie!
- Sama to robisz!
    Nic nie mówiąc, zamachnęła się i z całej siły dostałam w policzek z otwartej ręki. Pisnęłam i złapałam się za bolące miejsce, nie patrząc na nią. Było mi wstyd, że ona jest moją matką.
- Jak śmiesz?! Poświęciłam dla ciebie całe swoje życie!
- Dla mnie? Chyba dla swojej ukochanej pracy! Ile razy w roku byłaś w domu?! Nigdy cię w nim nie było!
    Kolejne uderzenie w twarz.
- Nie podnoś na mnie głosu smarkulo!  - Pogroziła mi palcem przed nosem, kucając przed moją skuloną osobą. - Jeszcze nie skończyłam. Nigdy, powtarzam: nigdy nie pozwolę na to, żebyś do niego wróciła.
    I z tymi słowami opuściła pomieszczenie. Ułożyłam się na zimnej posadce i zaczęłam cicho płakać. Gdzie jest Harry?


    W tym samym czasie Harry Styles odchodził od zmysłów i wyrzucał sobie to, że nie wziął dziewczyny ze sobą do tego sklepu. Bo przecież, gdyby tak zrobił, dziewczynie nic by się nie stało i byłaby z nim teraz. Oczywiście niezwłocznie złożył odpowiednie zawiadomienie na policji, ale oni mogą zacząć działać, gdy minie czterdzieści osiem godzin, a minęły zaledwie cztery. Poinformował również tatę Anabell. Mężczyzna był w szoku i w zdezorientowaniu. Nie mógł uwierzyć, że ktoś chciał porwać jego córkę i nie dzwoni o okup, czy coś w tym rodzaju.
- Panie Styles, czy mógłby pan przyjechać do szpitala? Panna Natt chce z panem jak najszybciej rozmawiać.
    Taką formułkę przedstawił mu przez telefon lekarz. Chłopak nie zastanawiał się długo i już kilka minut potem parkował samochód przed szpitalem. Szybko dotarł do sali chorej dziewczyny i wszedł do niej.
- Natty? - zapytał cicho, podchodząc cicho i spokojnie do jej łóżka. Dziewczyna miała zamknięte oczy, ale na dźwięk swojego imienia szybko je otworzyła i  spojrzała na bruneta.
- Harry, ja wiem, kto sprawił, że tutaj leżę.
- Czy to ma jakiś związek z zaginięciem Anabell? - zapytał, siadając na stołku.
- Nie wiem, ale z Aną na pewno - wychrypiała, a Harry' emu zrobiło się szkoda dziewczyny.
- To znaczy?
- Samochodem, który mnie potrącił kierowała, matka Anabell. Wiem to, bo gdy było już po wszystkim... Wyszła z auta i podeszła do mnie i powiedziała coś w rodzaju ' nareszcie ich rozdzielę, a ty mi tylko w tym pomożesz '. Możliwe... Możliwe, że mogłam coś przekręcić, ale wydźwięk był podobny - zakończyła swoją odpowiedź, a Harry wpatrywał się w nią, jak zaczarowany.
    Nie mógł uwierzyć, że matka Anabell mogłaby być zdolna do takich rzeczy, ale z drugiej strony, pracowała kiedyś dla jego ojca, więc wszystko mogłoby być możliwe. Ta kobieta mogła być zdolna do wszystkiego. Harry podziękował za informacje i szybko opuścił salę dziewczyny. Wyciągnął telefon z kieszeni swojego długiego czarnego płaszcza i wybrał numer do Liama.
- No co tam stary? - Chłopak usłyszał wesoły głos kumpla  po drugiej stronie.
- Anabell ktoś porwał. Proszę, skombinuj mi adres, gdzie mieszka jej matka.
- A jak ona się nazywa? - zadał pytanie i Harry był pewny, że brunet ma przed sobą notes i długopis, czekając, aż  chłopak poda mu interesujące go dane.
- Elisabeth Roses.
- Dobra, postaram się jak najszybciej.
-Aha, weź jeszcze jakieś lokalizacje, w których była ostatnio widziana, ok? Jej zdjęcie wyślę ci, jak pojadę do domu.
- Dobra, do usłyszenia.
    Chłopak schował telefon do kieszeni płaszcza i ruszył do swojego samochodu. Nie mógł przestać myśleć o tym, co dzieje się z jego małą dziewczynką ( niezaprzeczalnie Anabell była od niego o dwie głowy niższa ), czy ta kobieta ją krzywdzi, czy może zostawiła na pastwę kogoś innego. A  co jeśli jest z nią jakiś mężczyzna? W Harry' m od razu się zagotowało na tą myśl. Tylko on może dotykać Anabell. Ewentualnie jej ojciec, bo jest jego córką, ale nie jakiś obleśny zboczeniec. Oby nic takiego nie miało miejsca, inaczej Harry będzie musiał go znaleźć i zabić.


niedziela, 13 marca 2016

Trzydzieści trzy

    Poszukiwania Liama przyniosły zamierzony skutek i Harry następnego dnia rano dostał od niego telefon z informacją, gdzie przebywa kobieta. Liam i reszta kumpli  chcieli jechać z nim, ale on odmówił, twierdząc, ze to jego sprawa i nie chce ich w to mieszać bardziej, niż sytuacja wymaga. Mężczyzna nie czekał na nic, zabrał broń, na wszelki wypadek. Zawiadomił policję i mimo tego, że funkcjonariusz zabronił mu, wsiadł w samochód i jak najszybciej ruszył w tamtym kierunku. Znał to miejsce. To  tu przychodziło mu kontaktować się ze swoimi klientami kilkanaście lat temu, więc teren znał, jak własną kieszeń. Auto zostawił w bezpiecznym miejscu poza linią widoczności przez kogokolwiek. Wiedział, którędy przyjechać, by nikt go nie usłyszał i nie zobaczył. Przeszedł kawałek i stał już przy wejściu do obskurnej z zewnątrz kamienicy. Gdzie wzrokiem sięgnąć, wszędzie przerośnięta trawa, sięgająca prawie do pasa, gołe krzewy i drzewa. Była tylko mała wąska dróżka, prowadząca do budynku. Harry wszedł do środka, zastanawiając się, gdzie ta szalona kobieta może przetrzymywać jego cały świat. Gdzieś w oddali usłyszał dźwięki syren policyjnych, więc musiał się pospieszyć. Cicho zaglądał w każde pomieszczenie, nie musiał się za bardzo starać, bo w żadnym nie było drzwi. Gdy był w ostatniej wnęce, oparł się o ścianę i westchnął, chcąc unormować oddech. Przez chwilę zastanawiał się, gdzie one mogą  być.
    Szybko pobiegł z powrotem do wyjścia. Policja jeszcze nie dotarła, więc mógł bezpiecznie wyjść. Obszedł budynek dookoła i znalazł drugie wejście do kamienicy. Szarpnął za klamkę i zbiegł schodami w dół. Wiedział, że musiał być ostrożny, ale emocje i nerwy powoli brały górę. Dotarł do jednych jedynych drzwi, mieszczących się w tym wąskim korytarzyku. Była na nich powieszona tabliczka ' BIURO '. Nie słyszał żadnych krzyków, ani rozmów, to było podejrzane, ale nie mógł teraz się wycofać. Nacisnął klamkę i popchnął drzwi. Zapalił światło znajdującym się zaraz przy framudze włącznikiem. Rozejrzał się po małym pomieszczeniu. Znalazł obiekt swoich poszukiwań. Dziewczyna leżała skulona w lewym rogu. Jej ubranie było poszarpane, a brunet sądził, że ta suka nie wyrządziła jej zbyt dużej krzywdy. Podbiegł do niej i wziął w swoje ramiona, nie mogąc powstrzymać się od pocałowania jej w czoło.
- Anabell, kochanie. Obudź się, skarbie - szepnął. Chciał coś dodać, ale przeszkodził mu czyjś szyderczy kobiecy śmiech.
- No proszę. Znalazłeś ją.
    Przed nimi wyrosła postać matki dziewczyny. Stała i celowała bronią w głowę Harry' ego. Nie obchodziło go to. Mogła go zabić, byleby dała spokój Anabell.
- Myślałaś, że zostawię ją na twojej łasce? Ona zawsze była moja. Od momentu podpisania tej umowy. Nie zrobisz nic, by nas rozdzielić.
- Taki jesteś pewny? Ostatnie życzenie? - Kobieta przyłożyła palec na spust.
- Idź do diabła. - Nacisnęła spust i padł strzał.
    Nie poczuł żadnego bólu, nadal czuł bicie swojego serca, oddychał. Otworzył oczy, które nie wiadomo kiedy zamknął. Spojrzał na miejsce, w którym jeszcze chwilę temu stała Elisabeth. Teraz leżała na plecach z przestrzelonym kolanem i zwijała się z bólu, głośno jęcząc.
- Nic panu nie jest? - Jakiś mężczyzna zadał pytanie, klękając przed nimi. Policjant.
- Nie - odpowiedział i wstał z betonu, wraz ciałem dziewczyny na rękach.
- Karetka już czeka na zewnątrz, niech pan idzie, my się nią zajmiemy.
    Policjant pomógł mu wyjść z pomieszczenia. Mężczyzna pokonał schody i wyszedł na zewnątrz. Faktycznie czekały tam na nich dwie karetki i radiowóz policyjny. Dwóch młodych sanitariuszy bez słowa odebrało od niego ciało nieprzytomnej dziewczyny. Przeszli z nią do karetki i po kilku chwilach odjechali, mówiąc brunetowi do jakiego szpitala ją zabierają. Harry stał jeszcze jakiś czas w tym samym miejscu. Widział, jak dwóch innych sanitariuszy wbiega do kamienicy i po kilku minutach wynoszą na noszach matkę Anabell. Nie mógł na nią patrzeć. Miał do niej wstręt i błagał w myślach, by kobieta dostała jak najwyższą karę, czy o w sądzie, czy gdziekolwiek.
- Prosiłem pana, aby pan się tutaj nie zbliżał. Mogło się coś panu stać. - Do Harry' ego podszedł starszy komisarz. Chłopak westchnął i spojrzał na niego.
- Nie mogłem pozwolić, by była sama, niech mnie pan zrozumie - odpowiedział cicho, wyciągając paczkę papierosów, odpalając jednego i wypuszczając dym z ust.
- Doskonale pana rozumiem. Dobrze, niech pan do niej jedzie.
    Policjant poklepał bruneta po plecach i odszedł. Harry dopalił papierosa i zrobił to samo. Przeszedł pod żółto - czarną taśmą i wrócił do swojego samochodu. Wyjechał z lasu i dotarł do jezdni, włączając się do ruchu.

    Kilka minut potem zaparkował swoje auto przed szpitalem, w którym leży Natty, a teraz także Anabell. Wszedł do środka i podszedł do rejestracji, od razu pytając o dziewczynę. Starsza kobieta stojąca przed nim udzieliła mu odpowiedzi i chłopak od razu poszedł pod salę, w której leżała dziewczyna. Chciał do niej od razu wejść, ale zatrzymał go lekarz wychodzący z jej sali.
- Co z Anabell? - zapytał od razu. Lekarz westchnął, ale odpowiedział:
- Dziewczyna jest odwodniona i wycieńczona, ale poza tym, nie ma żadnych ciężkich obrażeń. Myślę, że spędzi w szpitalu dzisiejszą noc, a jutro będzie mogła wrócić do domu. Teraz śpi.
 - Dobrze, dziękuję panu.
    Gdy lekarz odszedł do reszty swoich obowiązków, Harry westchnął i oparł się o najbliższą ścianę. Przetarł oczy i postanowił iść do Natty, poinformować ją o tym, że jej przyjaciółka jest cała i zdrowa. Znalazł najbliższą windę i pojechał nią piętro wyżej. Dziewczyna ledwo powstrzymywała się, by nie rzucić chłopakowi na szyję, po usłyszeniu nowiny o odnalezieniu przyjaciółki. Natty cały ten czas odchodziła od zmysłów, co się stało z jej przyjaciółką i kto za tym stoi. Chciała od razu do niej iść, ale po pierwsze Anabell spała, a po drugie Natty nie może jeszcze wychodzić z łóżka. Czuje się już lepiej, ale lekarz nadal jej tego zabrania z racji powikłań, do których może w każdej chwili dojść.
- Harry, dziękuję, że ją znalazłeś. - Natty chwyciła go za rękę w podziękowaniu, bo tylko to mogła teraz zrobić.
- Nie dziękuj mi. To ja powinienem podziękować tobie, bo gdyby nie ty, dalej nie wiedziałbym gdzie jest Anabell - odpowiedział, posyłając dziewczynie szeroki uśmiech, całkiem szczery.
- Obiecuję, że nie powiem na ciebie już złego słowa, a może nawet polubię. Widzę, jak bardzo ci na niej zależy... - westchnęła.
- Co za zaszczyt. Będę musiał się starać być przykładnym chłopakiem - stwierdził, podnosząc się z taboretu, który zajął zaraz wejściu do sali.
- No niestety - przyznała mu rację.
- Dobra, idę do mojej księżniczki, widzimy się potem.
- Cześć. - Dziewczyna pożegnała go ze śmiechem.
    Wyszedł z sali, kolejny raz wzdychając.
    Idąc korytarzem, zobaczył, jak dwóch sanitariuszy niesie na noszach nieprzytomną matkę Anabell, a za nimi kroczy lekarz dziewczyny.
- Panie doktorze, proszę nie informować tej kobiety o stanie zdrowia Anabell, dobrze?
- Dlaczego miałbym pana posłuchać? - odpowiedział pytaniem.
- Bo o ona sprawiła, że Anabell się tutaj znalazła.
- Dobrze, niech będzie. - Lekarz odszedł, a Harry dotarł do pokoju swojej ukochanej.
- Harry!
    Do jego uszu dotarł głośny krzyk Anabell, przez co chłopak lekko się zląkł, ale nie dał tego po sobie poznać. Podszedł do jej łózka i od razu przygarnął do siebie w ciepłym, tęsknym uścisku. Odetchnął, gdy zdał sobie sprawę, że ona naprawdę tu z nim jest.
- Też tęskniłem. Jak się czuje mój promyczek?
- W tej chwili najlepiej na świecie.


********
mogę liczyć chociaż na jeden komentarz???

sobota, 5 marca 2016

Trzydzieści dwa

     Jak tylko dowiedziałam się, w jakim szpitalu i w jakiej sali leży moja przyjaciółka, popędziłam tam, jakbym dostała energetycznego kopa. Nawet Harry z tymi swoimi długimi nogami miał problem z dogonieniem mnie, gdyż prawie biegłam. Do sali oczywiście mnie nie wpuścili. Pielęgniarka uznała, że będzie to możliwe dopiero jutro. Powiedziała też również, że Natty doznała obrażeń wewnętrznych i straciła przez to dużo krwi. Ma złamaną lewą nogę w kostce i wstrząśnienie mózgu. Prawie zemdlałam, słysząc te nowiny. Kobieta, po pytaniu, jak to się stało, wyjaśniła, że jakiś przechodzeń widział, jak niebieskie BMW wjeżdża na drugi pas i spycha swoją siłą jej auto, aż do rowu i tam został, a sprawca wypadku uciekł. Pielęgniarka nas zostawiła, mówiąc, żebyśmy wrócili do domu, bo nic tu po nas, ale ja chciałam być przy niej. Chociaż przez ścianę.
- Anabell, chodźmy do domu, jutro przywiozę cię tu z samego rana, dobrze? - Harry odezwał się pierwszy raz od momentu wkroczenia do szpitala.
- Harry, chcę zostać. - Spojrzałam na niego błagalnie, na co on tylko westchnął, zgadzając się niemo.


    Obudziłam się na miękkim łóżku. Po otworzeniu oczu i przetarciu ich, zorientowałam się, że jestem w domu Harry' ego. W mgnieniu oka zerwałam się z niego i szybko zbiegłam na dół, gdzie zastałam chłopaka, który pił w spokoju kawę i przeglądał prasę.
- Harry, czemu mnie tu przywiozłeś? Miałam być z Natt! - Podeszłam bliżej, stając przed nim. Mężczyzna złożył gazetę na pół i spojrzał na mnie.
- Nie mogłem pozwolić ci spać na szpitalnym krześle, nie przesadzaj. Zjedz coś, odśwież się i w każdej chwili możemy do niej jechać - oznajmił, dopijając kawę i wstając, by odnieść brudny kubek do zmywarki i nastawiając ją. 
    Już nic nie odpowiedziałam, tylko usiadłam na tym samym krześle, który jeszcze on sam przed chwilą zajmował. Zaraz przede mną pojawił się kubek z parującą herbatą i talerzem pełnym parującej się jeszcze jajecznicy z bekonem. Podziękowałam ruchem głowy i zabrałam się za jedzenie, upijając najpierw łyk gorzkiego napoju. Sięgnęłam po cukierniczkę i wsypałam łyżeczkę cukru do kubka i zamieszałam. Zjadłam w ekspresowym tempie i dziesięć minut później Harry otwierał mi drzwi od strony pasażera przed szpitalem, w którym leży Natty. Wysiadłam szybko i nie czekając na chłopaka, skierowałam się do budynku. Od razu poszłam pod salę Natt i zobaczyłam, wychodzącego z niej starszego mężczyznę, który był lekarzem. Zatrzymałam go i zadałam kilka pytań, w tym czasie dotarł do nas Harry.
- Pacjentka wybudziła się już z narkozy. Będziemy ją obserwować, jej  organizm.
- Mogę do niej wejść?
- Oczywiście, tylko proszę nie za długo - odpowiedział i odszedł do swoich obowiązków.
    Założyłam na siebie zielony fartuch ochronny, wiszący na wieszaku niedaleko i cicho weszłam do sali, zamykając za sobą drzwi, w której leży moja przyjaciółka. Jej łóżko znajdowało się przy oknie, kilka kroków od drzwi. Obok niego stały dwie maszyny monitorujące jej funkcje życiowe i kroplówka. Podeszłam do łóżka i wyciągnęłam spod niego mały stołek i usiadłam na nim, obserwując śpiącą dziewczynę.Głowę miała zabandażowaną, chyba niekończącą się ilością bandaży. Na szyi prezentował się kołnierz ortopedyczny . Ona jakby wyczuła, że nie jest sama i otworzyła oczy po jakimś czasie.
- Anabell - szepnęła słabo, od razu chwytając moją dłoń leżącą na jej.
- Cieszę się, że żyjesz - powiedziałam, na co w moich oczach pojawiły się łzy. Nie wiem, jak moje marne życie wyglądałoby bez jej udziału. Chociaż minimalnego.
- Ja też. - Spróbowała się choćby lekko uśmiechnąć, ale wyszedł tylko grymas, na co od razu powiedziałam:
-Nie przemęczaj się, masz odpoczywać. - W odpowiedzi ścisnęła mocniej moją rękę.
- Harry jest tu... Z tobą? - zapytała. Nie, ona to ledwo wychrypiała, ale mówić jej, że ma się nie przemęczać, to ta swoje!
- Tak.
    Posiedziałam u niej jeszcze kilka minut, zanim wygoniła mnie z sali jedna z pielęgniarek, która przyszła zajrzeć do Natty. Usiadłam na krzesełku, jednym z trzech, stojących luźno zaraz przy drzwiach do sali dziewczyny. Harry zajął zaraz miejsce obok mnie i objął mnie swoim ramieniem. Całkiem o nim zapomniałam, myślałam, że pojechał do domu, albo poszedł do sklepiku.
- Jak ona się czuje? - zapytał.
- Chyba lepiej niż wygląda, albo chce, żebym tak myślała. Ale jest silna i da radę.
- Cieszę się. Kupić ci coś? 
- Wiesz co, może jakiś sok - odpowiedziałam po chwili namysłu.
    Chłopak wstał po chwili, uprzednio całując mnie w policzek i odszedł w stronę, z której przyszliśmy. Oparłam głowę o ścianę za mną i westchnęłam przeciągle i zamknęłam oczy. Tak cholernie się cieszę, że nic jej nie jest... Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieje i wróci do sił.
    Nagle poczułam, jak ktoś przykłada mi do nosa zwilżony materiał. Gdy pociągnęłam nosem, dotarł o mnie ostry, niezidentyfikowany zapach i po kilku sekundach po prostu odleciałam, zanim zdążyłam zareagować.
****
    Ocknęłam się po jakimś czasie. Do mojego nosa dotarł od razu zapach pleśni i drewna. Otworzyłam oczy, po czym szybko usiadłam, przez co zakręciło mi się w głowie. Rozejrzałam się i stwierdziłam, że jestem w jakimś pomieszczeniu, które przypominała z wyglądu piwnicę, ale nie z pewnością nie była to piwnica u Harry' ego w domu. Czyżby to on mnie tu przywiózł? Zrobiłam coś złego? O co chodzi? Dlaczego tu jestem?
    Odpowiedzi na moje wszystkie pytania miałam poznać już za chwilę, bo usłyszałam, jak ktoś siłuje się z zamkiem i po chwili wchodzi do piwnicy.


**********
No i jak, kogo się spodziewacie?

sobota, 27 lutego 2016

Trzydzieści jeden

     Tato miał pojawić się za jakieś trzy godziny, a my z Harry' m nawet nie wstaliśmy z łóżka. Znaczy, ja chcę wstać, ale on mnie powstrzymuje. Trzyma kurczowo w swoich ramionach i ani myśli, by mnie puścić.
- Harry no. Puść mnie. Trzeba przygotować jaki obiad dla taty - jęknęłam kolejny raz, już nawet nie próbując się wyszarpać z jego ramion.
- Przyjdzie, to sam sobie coś przygotuje - stwierdził, wzruszając ramionami. Odwróciłam się w jego stronę tak, że siedziałam po turecku przed nim.
- Jesteś niemożliwy! - Uderzyłam go dłońmi zwiniętymi w pięści w tors, a on to szybko wykorzystał i chwycił je w swoje duże ręce.
- Wiem. Za to mnie kochasz.
    Pociągnął mnie tak, że wylądowałam na jego torsie, ustami kilka centymetrów od jego. Żeby było mi wygodniej, zmieniłam pozycję i usiadłam okrakiem na jego brzuchu. On pociągnął mnie w dół i wylądowałam ustami na jego ustach, co chłopak przyjął tak, jak się spodziewałam - całował mnie mocno, ale nie brutalnie. Przygryzł delikatnie moją dolną wargę, prosząc o dostęp. Rozchyliłam wargi, pozwalając, by język Harry' ego wsunął się do moich ust. Poruszał się powoli, powodując dreszcze w całym moim ciele. Jego dłonie puściły moje i skierowały się na moją talię, wsuwając się pod koszulkę. Pieściły każdy napotkany kawałek skóry. Moje dłonie powędrowały do jego włosów. Lubiłam się nimi bawić, ciągnąć za nie i sprawiać, że Harry pomrukuje mi przez to w usta.
- Tak, masz rację, a teraz idę do łazienki. - Szybko wyrwałam się z jego uścisku i czym prędzej uciekłam do łazienki.
- Anabell, stój! - usłyszałam jeszcze z sobą, ale szybko zatrzasnęłam drzwi toalety, które spotkały się z pięściami Hazzy. - Ana, wpuść mnie! - jęknął żałośnie.
- Nie, daj mi się ogarnąć! - odkrzyknęłam.
    Usłyszałam kolejny jęk, ale już dałam temu spokój i zabrałam się z doprowadzenie siebie do względnego porządku. Po umyciu się, wysuszyłam włosy i rozczesałam je związałam je wysoko na czubku głowy w kitkę. Niestety do pokoju musiałam wrócić w piżamie, bo nie zdążyłam niczego ze sobą zabrać. Tak też zrobiłam i chwilę potem weszłam z powrotem do pokoju. Zauważyłam Harry' ego, który leżał rozwalony na łóżku, z rękami pod głową. Gdy mnie zobaczył, szeroki uśmiech pojawił się na jego ustach, po czym wstał i podszedł powoli do mnie. Nie zamierzałam na niego czekać i po prostu podeszłam do szafy, chcąc znaleźć sobie coś do ubrania.
- Poczekaj. - Chwycił mnie w pasie i przyciągnął do swojego torsu, zanim zdążyłam dotknąć drzwi szafy.
- Harry, daj mi się ubrać. Straciliśmy tyle czasu, a tata niedługo będzie - mówiąc to, próbowałam zdjąć jego dłonie ze swoich bioder.
- Chcę spędzić ze swoją ukochaną, śliczną, cudowną i mądrą dziewczyną poranek, a ona mi właśnie odmawia na wszystkie możliwe sposoby - usłyszałam te słowa przy swoim uchu.
- Harry! - Zachichotałam. On to wykorzystał i o obrócił mnie w swoją stronę, od razu łącząc nasze usta. Jęknęłam mu w usta, gdy odsunął się ode mnie, na co uśmiechnął się i przytulił moje drobne ciało do swojego.
- I co, tak źle było? - usłyszałam jego ciche pytanie.
- Harry...
    Gdy miałam coś jeszcze dodać, ale usłyszeliśmy w całym domu dźwięk dzwonka do drzwi. To pewnie tata. Odsunęłam się szybko od chłopaka i wyszłam z pokoju. Zbiegłam prędko ze schodów, nie zważając na to, że jestem tylko w samej piżamie. Podeszłam do drzwi, wzięłam oddech i chwyciłam za klamkę, otwierając drzwi.
- Hej tatku, jesteś tak wcześnie? - zapytałam.
- Jestem punktualnie. - Spojrzał na zegarek i dodał: - No, dwie minuty po. Ale widzę, że ty jeszcze w piżamie. - Uśmiechnął się szeroko, widząc to, jak jestem ubrana.
- Wejdź - odeszłam na bok, pozwalając tacie wejść do środka. Usłyszałam kroki Harry' ego schodzącego po schodach, zaraz pojawił się ubrany w kolorową koszulę, rozpiętą na trzy pierwsze guziki i czarne spodnie, na bosaka.
- Dzień dobry - przywitał się z moim tatą, wyciągając do niego rękę i wymieniając uścisk z nim.
-Ja pójdę się ogarnąć i zaraz wracam, a ty Harry, poczęstuj tatą kawą - powiedziałam i biegiem ruszyłam na górę, by się ubrać.

****
- Mógłbym się dowidzieć, czy Louis nie potrzebował by kogoś. Zatrudnia nowych pracowników i może byłoby dla pana miejsce - powiedział Harry.
    Siedzieliśmy przy stole w kuchni. Rozmawialiśmy jakiś czas, a raczej tata rozmawiał z Harry' m, ja tylko słuchałam i czasem dodawałam swoje trzy grosze. Dowiedziałam się chociaż, że tato nadal nie znalazł pracy i Harry zamierza pomóc mu poprzez popytanie u swoich kumpli. Coś czuję, że wyjdzie mu to na dobre i brunet zaskarbi sobie przychylność mojego ojca.
- Nie chcę robić kłopotów - zmieszał się, ale ja się odezwałam:
- Daj spokój tato. Może się uda, daj mu szansę.
- No dobrze. Niech będzie.

********
- Dziękuję za to, że chcesz pomóc mojemu tacie - powiedziałam do Harry' ego, gdy siedzieliśmy we dwoje w kuchni. 
    Tata poszedł do siebie, jakąś godzinę temu. Chciałam, żeby został na noc, ale on wykręcił się spotkaniem z jakimś kolegą. Ściemniało się już powoli i dochodziła godzina szósta po południu, a może lepiej brzmi wieczorem?
- Oj, tam, przypomniało mi się o tym, gdy mówił, więc czemu miałbym to przemilczeć, skoro gdyby się udało, twój tata miałby bezstresową pracę.
- Racja.
- Jesteś genialny - stwierdziłam i usiadłam bokiem na jego kolanach. Mimo, że są strasznie kościste, są też bardzo wygodne i nie zjeżdżam z nich.
- Wiem - przygarnął mnie do siebie, składając całusa na moim policzku. - Może jakaś symboliczna nagroda dla mnie? - Mrugnął do mnie, po czym uśmiechnął się szeroko, ukazując przy tym swoje urocze dołeczki.
- Na przykład, jaka nagroda?
- Może wspólna kąpiel? - Gdy zobaczył, że się zastanawiam, dodał szybko: - Obiecuję, że będę trzymał rączki przy sobie!
    Zachichotałam po nosem na jego desperacki głos i pokiwałam głową na znak zgody. Uśmiechnął się ponownie i podniósł mnie, niczym pannę młodą i zostawiając nie wsunięte krzesło, wszedł z kuchni i skierował się powoli schodami do góry do naszego pokoju. Trzymałam się kurczowo jego szyi, a głowę oparłam o jego bark zasłonięty koszulą. Wszedł ze mną do pokoju, przeszedł całą jego długość i prawą ręką otworzył drzwi do łazienki. Nie zamykając ich, wszedł do środka i posadził mnie na pralce, która stała naprzeciw drzwi. Zamknął je i chciał podejść do mnie, ale nagle rozległ się dzwonek mojego telefonu.
- Odbierzesz?
    Harry, lekko zirytowany, mrucząc coś pod nosem, wyszedł z pomieszczenia, by odebrać. Ja w tym czasie postanowiłam napuścić wody do wanny. Harry wrócił do mnie z powrotem. Jego mina nie wskazywała na dobre wieści, więc od razu zakręciłam kurek z dopływem ciepłej wody i spojrzałam wyczekująco na niego.
- Co się stało, Harry? - zapytałam w końcu, bo sam nie raczył się odezwać.
- Twoja przyjaciółka Natty, miała wypadek. Jest w ciężkim stanie.